Mullaghmore

trzybulskaceramika

Mullaghmore

Dla mnie, to miejsce jest czymś więcej niż snem,
w którym rozbieram się z ciemnych błękitów, w doskonałości
z wyrzeczeń przechodzę do żywego. Nad torfowiskiem
dostrajam sierpniowe good morning do materii.
Łagodnieje nad brwiami. Roje robaków, polują jak dawniej.
Czy możemy tak trwać? W ich życiu przechadzać się, wahać.
Nasze ciała mogłyby leżeć pod drzewami. Jednak wstajemy
i bez lęku dodajemy kolorytu pagórkom, toniemy w oceanie,
wypływamy, nabieramy ostrości. Ta sama siła, która zgina konary
w locie. Ścigani przez umysł, porywani przez nurt, nikt nas nie chce
w raju owadów. Tak się zestarzejmy, wchłaniając zapach,
fragmenty rond, kwartałów, mury ogrodów.
Nawet sprzedawca precli spokojnie wyrabia ciasto, a ty
brzęczysz nad uchem, rozpalasz siatkówkę w oku.
Aż w końcu spadnie deszcz. Wyłowią nas razem,
z żabami, wonnymi kwiatami, ze stawów. Nie zmarnowaliśmy
swojej szansy.

Mullaghmore, Małgorzata Południak

IMG_0903IMG_0906IMG_0908IMG_0909IMG_0910IMG_0912IMG_0915IMG_0918IMG_0919IMG_0927IMG_0929IMG_0931IMG_0934IMG_0936IMG_0939IMG_0940IMG_0944IMG_0946IMG_0960

View original post

Deklaracje

Nie dodałam tymczasowego zdjęcia na fejsie.
W jednej ręce trzymam kubek, w drugiej pióro. I tak
po wszystkim góruje krzyż. Nie mieszam się w sprawy
religijne. Nie wierzę w system podążania za misą
kościelną. Nasłuchuję. Kolejny orkan. Malowane

okładki książek, pakunki. Nie wybuchają, chyba że opowieściami
o bólu, spazmach bliskich. O pachnącej ziemi, porywczości morza.
Oddaje i zabiera, jakby ci, co wejdą do wody, przechodzili
inicjację, nie mieli możliwości powrotu do pierwotnych znaczeń.

Czuję przestrzeń i świst wiatru. Nie zmienia kierunku, gna
przed siebie, wśród ogłoszeń i hipotez. Przenika światło,
smutne piosenki, żałosne spojrzenia kobiet.

Fotografuję kwiat hortensji. Nie jest błękitna, jak u Rilkego.
Przekwita i blednie. Kruchość szczęścia, szukanie antidotum,
sprzyjającego pomysłu, zapewnienia, że będzie wiecznie trwać.

Dystans wyrasta proporcjonalnie do tego, co serwuje intuicja.
Ze stylistyk gwałtów i okrucieństwa. Jakby wszyscy przeoczyli
fakt, że czeka na nas bezosobowa siła, zdanie sprawy lub pustka.

brakuje różnych stanów

trzybulskaceramika

narzucanie skojarzeń koniecznie bezgrzesznych

wywlekam jego zapach jak wspomnienie pierwszej miłości
dzisiaj strzeliłabym sobie w łeb
wszędzie jest
medale porozrzucane
okrężna droga do nieba
i zrośnięte brwi

dla towarzystwa nie będziesz miał okazji
bo skąd możesz wiedzieć
co wieczór dla świętego spokoju
w zakamarkach szuflad uprawiam zaduszki

brakuje różnych stanów
tylko kolor barszczu ten sam
a palę jak paliłam

nie interesuje mnie gdzie się zasiedziałeś
gniazdo drozda puste
zaraz lato i dzień dłuższy
skóra na marginesach datowana
przydatność torturuje oddech

Małgorzata Południak Pierwszy Milion Nocy

IMG_2123IMG_2131IMG_2135IMG_2136IMG_2141IMG_2143IMG_2147IMG_2128

View original post

marazm

trzybulskaceramika

marazm

mam wrażenie że się zaklinowałam
i w żadną ze stron nic nie drga
mogłabym zaniemówić albo pogrążyć się
z Maliną opaść na dno

fotel coraz wyższy
od spiętrzonych rzeczy – można by z nich czerpać
dla obcych którzy koczują przy kontenerach

przed przyjazdem śmieciarzy na parterze ktoś śpiewa
– nie jest to czysta melodia
jednak tłucze rytmicznie w drzwi drąży
skomplikowane dźwięki aż pieką uszy
kiedy próbuję coś powiedzieć głos grzęźnie
w stertach

Małgorzata Południak z tomu Czekając na Malinę

IMG_1920IMG_1921IMG_1922IMG_1926IMG_1929IMG_1937

View original post

Początki

 

 

1_64

 

Od kilku godzin myślę o wspólnym pokoju,

o cieple torfu. Francuskie ciastko rozsypuje się w palcach.

Gotowe recepty nie są dobre na wszystko, tak jak znajomi.

Wtedy wyraźnie poczułam, że to nie była przyjaźń.

Niekończące się rozmowy, zdolność widzenia tego, co ukryte.

 

Musisz nauczyć się wypełniać pustkę. Tajemnicami z książek,

dzięki którym chciałbyś nakręcić film. Opowiedzieć najprościej

historie o umiejętnościach, o tropach

ułożonych tak, żeby nimi bez lęku oddychać.

 

Wygrzewam się w słońcu z zielonymi jaszczurkami,

nie wiem, jaką mają duszę. Czy coś nas łączy,

przemyka jedno w drugie.

 

Wyjechałeś i wówczas przełożyłam książki na półkę.

Podobało mi się, bo było wygodnie. Człowiek wciąż płaci

wysoką cenę za pragnienia, stale kogoś drażni albo szuka

okularów. Później nie pamięta od czego się zaczęło.

 

 

Polacy w Irlandii #1 – poetka Małgorzata Południak

W krainie deszczowców..

W Irlandii spotykam wielu Polaków na ulicy, w sklepach, hotelach, kawiarniach itp. Cieszy mnie natomiast bardzo, że poznałam kilka osób osobiście lub wirtualnie, które mnie oczarowały tym co robią. Zafascynowały tym, że potrafią swoją pasję zamienić w sposób na życie lub też jego wspaniałe uzupełnienie. Pomyślałam, że warto byłoby abyście i Wy poznali te osoby. Postanowiłam więc stworzyć nowy cykl na blogu w ramach którego będę Wam przedstawiać sylwetki różnych ciekawych rodaków, którzy chętnie odpowiedzieli na kilka moich pytań. Zaczynamy, dziś pierwszy odcinek i pierwsza osoba:

unnamed2

Zacznijmy od prostych pytań, jak masz na imię i skąd jesteś? 

Mam na imię Małgorzata, pochodzę z Wielkopolski. W Polsce pracowałam w różnych miejscach. Przed wyjazdem zajmowałam się sprzedażą biżuterii artystycznej, prowadziłam pierogarnię, śpiewałam w chórze, administrowałam portale literackie. Wciąż jestem kierownikiem redakcji w kwartalniku literacko-artystycznym, pisuję felietony do czasopism literackich.

Jak znalazłaś się w Irlandii i od kiedy tu mieszkasz?

Mieszkam w Irlandii od…

View original post 580 słów więcej

Nie wszystko musi być zrozumiałe

1_43

 

Zachowam spokój. Ulgę, przez którą uciekam w tajemnice.
Chodzi o empatię, o niewykluczanie się z opisywanych
stanów. Melodie usłyszane w teatrze płyną same.
Jak dyskusja, nie chcę w niej uczestniczyć, nie chcę być ostrożna,
spotykać się każdej nocy z głosami w głowie.

Nie jestem aż tak wolna, by zakończyć opis siebie
na szlachetnych pobudkach,
schować pod malowane na modny kolor paznokcie.
Nikt się po mnie nie przejedzie, nie wpisze w niestrawność.
Kwiaty rosną szybciej. Poczekam. Zemdleję, upadnę.
Wyjmą ze mnie to samo, co ostatnio, podzielą się opinią.

Tożsamość złożona z pamiątek, krążków, książek,
będzie okazja do niej wrócić. Zbliżę się do źródła.
Czy wiesz jakie niebezpieczeństwa na nas czekają? Tłum,
nie potrafi biegać, nie wzbudza szacunku, dziczeje
w panice. Mówiłaś coś o domu, gdzie mogłybyśmy zamieszkać.

Przeczuwam nostalgię, jakieś zło, wybór, smak trufli, szał
zębatej rybki. Śpiewam o tym, co mnie obchodzi, więc się zapieram
kilka razy. Zawsze pojawia się ktoś nowy, ktoś inny znika.

 

 

Kiedyś spróbuję

1_45

 

Zła się nie ulęknę. Zmięta wpół od natłoku myśli,
opróżnionych filiżanek, dopełniona tym, co nie pozwala
oddychać. Kreślę słowa, pewność, że szukanie  oznacza
znalezienie. Nie tylko gra może wytrącić z równowagi.

Denerwujące loczki niczego nie ukryją, coraz częściej
nie pasują do sukienki. Ktoś wciąż nieprzygotowany umiera,
potem odradza się po kilku łykach grzanego wina. Inny podaje
szklankę z granatowym uchwytem. Chociaż nie mogę mówić,

dlatego trwam w bezruchu, w rękach trzymam notatki, mnóstwo
niepoznanego piękna, odwróconej perspektywy. Przewrotnych
pojęć. Przychodziłam prosto pod mur, bo tam usypiają ptaki.
Wolne, budzą się i szybują, lądują zawsze z tej samej strony.

Mogłabym określać czas, gdyby nie chmury, poranne tęcze.
Leniwe koty uchodzą z życiem, psy z drobnymi śladami krwi
liżą rany. W tym samym miejscu, z którego nie mam odwagi
odejść.  Żeby wrócić.

okruchy

trzybulskaceramika

Negatyw

Musiałyśmy się pożegnać. Wyjść z domu

i zapomnieć, że zaparzyłam kawę. Jakbyśmy mieszkały

zbyt głęboko. Wyobrażam sobie wspinaczkę, coraz mniej ziemi,

więcej zapachu z pól kukurydzy. Nie rób rabanu, pociąg nie odjedzie

bez nas. Z zapatrzenia krążą plamki przed oczami, może w oczach.

Zmęczenie przychodzi ze snów. Prasuję żółte obrusy,

pochylam się nad deską. Z roku na rok niżej. Nie chcę usłyszeć,

jak obojętnie brzmi mój głos. Nie śpiewam, milczę.

W myślach topimy się w morzach i oceanach. Wpadam do ciebie tuż,

przed kolacją. Kąpię się o północy, kiedy płaskie kamienie

porozrzucane gdzie popadnie, kroją powietrze. Energia opada dźwiękiem

na inne meble. Mruczymy coś, każdy w swoim języku.

Małgorzata PołudniakIMG_0554IMG_0559IMG_0560IMG_0562IMG_0565IMG_0569IMG_0571IMG_0572IMG_0574IMG_0576

View original post

smuga

Kiedy z przyjaciółmi staliśmy nad urwiskiem, w płaszczach
w kształcie liści, próbowałam sobie wyobrazić intensywność,
z jaką możemy się różnić. Zapachem, skórą, porastającym mchem
w pęknięciach skał, smugą chmur i drogami odciętymi od oceanu
uwięzionego pomiędzy dwiema warstwami lodu na asfalcie.

Kopiujemy wyuczone zasady, schematy, dzięki którym łatwiej
stymulować pamięć. Zmuszamy się do skupienia wzroku dziesięć stóp
nad wodą. Przyjaciele usuwają z piasku litery. Dzielą ziemię znakami
należącymi do dyżurnej grafiki. Może odwiedzą nas znowu, wtedy
schowam się w łóżku. Przeciągnę nastrój farsy. Zeszłej nocy
śmiesznie wyglądali spod kołdry.

W kręgach oceanu, w przekształconej perspektywie
obrazu rozpoznałam ich twarze. Ułożą się na wodzie.
W pierwsze ujęcie. Eksperymentalne, malarskie.

trzybulskaceramika

smuga , jakie to ładne słowo

IMG_0257IMG_0256IMG_0250IMG_0243

View original post